Nieczęsto pojawia się okazja, by opisywać osiągnięcia rodzimego rzemiosła perfumowego. Jeszcze rzadziej, by można było opisywać efekty pracy swojego serdecznego kolegi-perfumaniaka. Tym razem otrzymałem tę niewątpliwą przyjemność w postaci perfum powstałej niedawno, rzemieślniczej marki JMP Artisan Perfumes. Jej założyciel, Jakub Pietrynka, osobiście zasiadł do perfumowych organów, tworząc dwa pachnidła – Endless Forest i Mossy Soil. 

JMP Artisan Perfumes Duftart Justyna Neyman
Duftarty do perfum JMP, autorka: Justyna Neyman

Chociaż Polacy uwielbiają używać kosmetyków (jesteśmy pod tym względem szóści w Europie), to marek perfumeryjnych jest u nas garstka. Z tej garstki zapewne tylko Miraculum z jego Panią Walewską czy Chopinami, jest szeroko rozpoznawane. Rzemieślniczy, niszowy nurt perfumowy w naszym kraju zapoczątkował Piotr Czarnecki po wielkim sukcesie w międzynarodowym konkursie The Art and Olfaction Awards. Od tego czasu minęło 5 lat i dopiero teraz możemy obserwować, jak kolejny perfumowy rzemieślnik znad Wisły wchodzi oficjalnie na rynek ze swoją marką – JMP Artisan Perfumes.

Projekt Jakuba Pietrynki to bez wątpienia rzemieślnicza nisza, ze wszystkimi jej wyróżnikami. Jakub, choć nie posiada żadnego formalnego wykształcenia w tym kierunku, samodzielnie komponuje swoje perfumy, sam od początku do końca przygotowuje każdą partię i ręcznie ją butelkuje. Cała praca nad marką odbywa się w rodzinnej atmosferze i w nieskrępowanym duchu. Tworząc swoją pierwszą kolekcję, Jakub postawił na współpracę z polską malarką, której świat perfum jest bardzo bliski – Justyną Neyman, prekursorką duftartu, w którym inspiracją dla obrazów staje się zapach. W rezultacie do obu pachnideł JMP powstały komplementarne obrazy, a oficjalna premiera odbyła się  w krakowskiej perfumerii Dragonfly w połowie listopada 2019 roku. Na wydarzenie niestety nie udało mi się dotrzeć, ale dzięki uprzejmości Jakuba miałem okazję przetestować oba zapachy, w rezultacie czego powstała poniższa recenzja.

[Impresja] Ewolucja – Las – Rewolucja 

JMP Artisan Perfumes

Las jest jak projektor, w którym zamknięty jest każdy slajd jego historii. Niewzruszony, majestatyczny artysta. Każda krzywizna, każda bruzda. Powierzchnia przypomina misterną rzeźbę natury stworzoną z ogromnych mołdawitów. Wszystko to powstaje w pradawnym, pierwotnym rycie, który nie potrzebuje słów, nie potrzebuje schematu, pośpiechu. W tej kuli czarnoksiężnika, na rozłożystej polanie staje dwóch dżentelmenów. Oficerki brodzą w czerniejącej, namokłej zmieni, a z pół fraków skapują strużki deszczu. Stają naprzeciw siebie bokiem i wyciągają ręce, chcąc jakby oddać scenę ze sklepienia Kaplicy Sykstyńskiej. Palce się nie stykają, stykają się ołowiane kule tworząc donośne echo. Las płacze.

Dwa wieki minęły, a las wciąż trwa. Zmienił się. Drzewa zdają się sięgać pod nieboskłon. W równych odstępach, masywne, szaro-zielone pnie. Gładkie, mieniące się w promieniach wschodzącego słońca, które przeciskają się między szczelinami, tworząc heksagonalne refleksy. Listowie w kolorze utlenionej miedzi, falujące w bezruchu, wibrujące od wiatru szalejącego na wysokościach. Niżej panuje cisza. Z grubych, betonowych korzeni sączy się srebrzysta żywica o zapachu dymiącego lutu.

JMP Mossy Soil – natura u progu przemysłu

JMP Mossy Soil

Pierwszy kontakt z Mossy Soil, to kontakt ze starą szkołą. Klasyczny, bogaty profil przypominający perfumy z czasów, w których były one synonimem luksusu. Wybijające się aldehydy wibrują wokół nut kwiatowych i zielonych. Jest w tym pewien słodki, toaletowy sznyt, który buduje skojarzenia z klasycznym, kwiatowym szyprem w starym stylu. Lekko indolowy jaśmin dopełnia chłodny, fiołkowo-irysowy profil. Zdaje się przykurzony i jakby duszny. Jest jak okładka starej, pięknej książki, która została ukryta w wydrążonym, martwym drzewie. 

Po dwóch kwadransach zapach robi się bardziej mroczny i leniwy. Nabiera lekko dymnej, gorzkiej wręcz oleistości. Pachnie niczym mszysty, mocno spróchniały pień, po którym elegancko ściekają ostróżki oleju silnikowego. Profil jest elegancki, nieco wieczorowy nawet, ale jednocześnie ma w sobie coś niepokojącego. Wytrawna, głęboka woń, która przypomina naturalność na skraju zagłady. Rewolucji, która życie uczyni martwym, ale jednocześnie pięknym, jak dobrze zachowana skamielina. 

Na tyle, na ile znam gust Jakuba, ceni on bardzo z jednej strony hiper-męskie, klasyczne szypry z przełomu lat 70. i 80., z drugiej szypry złożone, eleganckie, nacechowane kwiatowymi akcentami (np. Chypre Palatin od MDCI). W Mossy Soil czuć oba te elementy, umiejętnie połączone, tak, że z retro-kwiatowego szypru ewoluuje powoli w bezkompromisową, skórzano-drzewną woń z wyraźnymi, mszystymi akcentami.

JMP Endless Forest – cybernetyczny las

JMP Endless Forest

Endless Forest to już zupełnie inne podejście do perfum. Bardziej nowoczesne, przestrzenne i minimalistyczne. Otwarcie jest rześkie, niczym halny szalejący między wysokimi świerkami. Czuć tu wyraźne, iglaste akcenty dopełnione kamforową świeżością, domyślam się, że za sprawą naturalnego cedru atlaskiego. Całość jest transparentna, bardzo otwarta, wręcz geometryczna. Robi się taka jeszcze bardziej, kiedy dochodzimy do serca pełnego drzewnych, minimalistycznych akcentów. Świeżych, lekkich, ale też wybitnie wyczyszczonych, molekularnych. Wetyweriowe akcenty zaostrzają kompozycję, nadają jej kantów, ale ponownie, nie czuć tu całego, słodkawo-orzechowego profilu wetywerii, a jedynie ten mocno wytrawny, ostry, trawiasty refleks.

Wąchając Endless Forest można odnieść wrażenie, że perfumy są, przynajmniej w porównaniu z Mossy Soil, o wiele bardziej syntetycznie. Ale jednocześnie jest to ich wielka zaleta – zdają się niedookreślone, jak futurystyczna rzeźba albo las wybudowany na szczycie jakiegoś wysokiego wieżowca. Baza jest minimalistyczna, pełna Iso E Super, które zaokrągla efekt. Czuć też akcenty kastoreum, ale pozbawione animalnego, dymnego elementu – został tylko ten mocno lesisty, nieco mokry element. Trudno rozłożyć Endless Forest na nuty, trudno znaleźć dla niego oczywiste skojarzenia z natury. Jest to bez wątpienia kompozycja drzewna, ale oglądana jakby przez wyjaskrawiający filtr albo mleczną szybę, która nie pozwala dostrzec niedoskonałości natury. Być może paradoksalnie, bo odnoszę wrażenie, że mimo tej pozornej sterylności, w Endless Forest może być o wiele więcej naturalnych składników niż w poprzedniku. 

Jedna natura – dwie perspektywy

Jeśli ktoś się obawiał, czy efekt pracy Jakuba Pietrynki będzie w stanie oddać wrażenie obcowania z produktem profesjonalnej jakości, to szybko można rozwiać te wątpliwości. Oba zapachy JMP mogą z pewnością stać na jednej półce z osiągnięciami innych, perfumowych marek – może nie tych najlepszych, ale spokojnie dobijają do (a w przypadku Mossy Soil powiedziałbym że wręcz przebijają) niszowej „średniej”.

W obu czuć przemyślaną koncepcję, a autor miał wystarczająco dużo umiejętności, aby ją należycie oddać.  Ponieważ zaś miałem przyjemność wąchać prototypową wersję Mossy Soil, mogę zdradzić, że to co otrzymaliśmy finalnie pachnie o wiele bardziej „rasowo”, niż prototyp. Zdecydowanie dodatkowe, ponad pół roku pracy i perfekcjonizm Jakuba  tutaj zaowocowały. W obu zapachach czuć wyraźną ewolucję i złożoność, zaś parametry użytkowe są niczego sobie – Endless Forest projektował równomiernie przez ponad pół dnia, Mossy Soil było zaś ze mną przez cały dzień, subtelnie o sobie co jakiś czas przypominając.

Jedyne co wydaje mi się zaskakujące, to w jaki sposób oba te zapachy zgłębiają odrębną stylistykę. Marki perfumowe przyzwyczajają nas do tego, że tworzą zazwyczaj całe swoje portfolio (a przynajmniej jedną kolekcję), w podobnym, możliwym do wychwycenia stylu. W przypadku JMP koncepcja każdego zapachu z osobna wydaje się spójna, ale stylistycznie wydają mi się jak dwa bieguny. Z jednej strony mamy Mossy Soil o bogatym, klasycznie szyprowym profilu z drobnym retro sznytem, z drugiej szalenie nowoczesne, minimalistyczne Endless Forest z wyraźnym, molekularnym akcentem. Z perspektywy odbiorcy może mieć to swoje plusy i minusy. Plus, że jeśli oferta JMP będzie rosła w tak różnej stylistyce, to niezależnie od gustu, każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Minus, to że może nigdy nie zapisać się w naszej świadomości jakimś wyraźnym, perfumowym stylem, jak to czyni wiele artisanowych marek np. Olympic Orchids, Anatole Lebreton czy Slumberhouse.

JMP Artisan Perfumes

Nie zmienia to faktu, że JMP Artisan Perfumes, już na początku swej drogi, uraczyło nas dwoma bardzo ciekawymi zapachami, utrzymanymi w drzewnym, lesistym klimacie. To co obiecują nazwami i nutami oba zapachy, to właśnie dają. Są przemyślane, trwałe i na swój sposób uniwersalne. Endless Forest to z pewnością zapach wyróżniający się, ale na tyle bezpieczny by założyć go na co dzień, czy to do biura, czy na spacer po lesie. Mossy Soil o wiele bardziej złożone, klasyczne, ale jednocześnie na tyle uwspółcześnione, że dobrze się je nosi bez specjalnej okazji. Dały mi dużo radości podczas testów i jestem pewien, że byłby w stanie dawać ją, noszone na co dzień.