W cyklu „Zapachy Świata” zgłębiamy od perfumowej strony najdalsze zakątki naszego globu. Pachnidła z egzotycznych krajów, które czerpią z bogactw tamtejszej przyrody i kultury. W pierwszej części poznamy markę Auphorie z Malezji. Jej twórcy – Eugene i Emrys Au w rzemieślniczym stylu tworzą bardzo oryginalne pachnidła. Skupimy się zwłaszcza na dwóch nowościach – tajemniczym Bing Ma Yong i hipnotyzującym Ryukyu.

Auphorie – rzemieślnicza perfumeria

Auphorie - Eugene i Emrys
Bracia Eugene i Emrys Au – założyciele Auphorie

Auphorie to idealny przykład tego, czym są tzw. „rzemieślnicze perfumy”. Dwójka braci, EugeneEmrys, zafascynowanych światem perfum, postanowiła stworzyć własną, niszową markę. Fachu zaczęli uczyć się na własną rękę, nie odbywając żadnych profesjonalnych studiów. Samodzielnie zaczęli budować swój warsztat perfumowy. Własnymi rękoma tworzyli każdy aspekt tego projektu – od komponowania zapachów, przez marketing, aż po dystrybucję. Wszystko to zaś bez dużego budżetu, biznesowego doświadczenia czy komercyjnego podejścia. Swój upór budowali na silnej idei – stworzeniu pierwszej perfumowej marki w Malezji.

Po pierwsze efekty ich pracy można było sięgnąć w 2015 roku. Perfumy Auphorie charakteryzowała wysoka koncentracja (aż 33%) oraz bardzo fantazyjne nuty. Twórcy dużą wagę przykładali do doboru składników – chcieli by w dużej mierze skład opierał się na naturalnych ingrediencjach. Co więcej, chcieli używać składników typowych dla ich regionu – nie tylko Malezji, ale szerzej, całej wschodniej Azji. Stąd pojawia się tu często yuzu, osmantus, jaśmin, hinoki, jak i również nieznane szerzej, lokalne składniki – grujecznik japoński, czerpnia gujańska czy kwiat lotosu.

Międzynarodowy sukces

Auphorie Miyako

Pietyzm, z jakim Eugene i Emrys tworzyli markę szybko zaowocował sukcesem. O Auphorie zrobiło się głośno w 2016 roku, kiedy ich Miyako wygrało Złotą Gruszkę w prestiżowym konkursie The Art and Olfaction Awards. Warto dodać że w pełni zasłużenie – mało jest zapachów, które rozwijają się tak bajecznie, a jednocześnie mają tyle balansu co Miyako. Zapach otwiera się kaskadą słodkich owoców podbitych kwiatowym nektarem. Towarzyszy im subtelnie dymne tło hinoki i drzewno-piżmowa, wibrująca baza. Po tym zwycięstwie Miyako i pozostałymi zapachami Auphorie zainteresował się perfumowy świat. Zaczęły być dostępne w wielu krajach, także w Polsce.

Warto zwrócić uwagę, że mimo sukcesu, założyciele nie porzucili swojej koncepcji. Wciąż trzymają bardzo egzotyczny, orientalny, często niełatwy klimat. Nie wygładzają swoich zapachów, nie zmniejszają koncentracji ani nie używają łatwiejszych nut, by trafić w szersze gusta. Przez to Auphorie mogą Europejczykom kojarzyć się bardzo barokowo, być nieco „przykurzone” i ciężkie. Nie jest to zdecydowanie styl, do jakiego od dziesiątek lat przyzwyczajają nas francuskie i amerykańskie koncerny. Zdaje mi się, że w tym tkwi jednak cały urok i niepowtarzalność marki.

Dobro ograniczone

Perfumy Auphorie

Auphorie postawiło na jeszcze jeden zabieg, za który bardzo ich podziwiam. Prawie wszystkie perfumy są ograniczone czasowo i ilościowo. Eugene i Emrys tworzą małą partię jakiejś kompozycji, po czym, gdy się skończy, nie wznawiają jej, lecz biorą się za następny projekt. Może to być trochę irytujące, bo wiele przechodzi nam obok nosa.

W ten sposób jednak twórcy Auphorie rozwiązali jedną, dużą bolączkę każdego perfumiarza-amatora. Tworząc zapachy na naturalnych składnikach mnóstwo zależy od natury – każda partia olejka eterycznego trochę różni się od siebie. Emrys i Eugene prawdopodobnie nie byliby w stanie utrzymać powtarzalności między partiami. Ograniczając się więc do 1 czy 2 partii (zapewne tylu, na ile starczyło im składników), ucięli przyszłe oskarżenia o reformulacje i zwykły zawód spowodowany zmianą zapachu.

Z biznesowego punktu widzenia może nie jest to najbardziej optymalne rozwiązanie, ale wydaje się bardzo przemyślane i uczciwe wobec konsumenta. Odbieram to jako kolejny dowód rzemieślniczego, niekomercyjnego nastawienia Auphorie i jej twórców.

 Bing Ma Yong i Ryukyu – z historii Wschodu

Auphorie Bing Ma Yong

W 2019 Auphorie wydała dwa nowe zapachy. Oba inspirowane różnymi kartami historii Azji Wschodniej. Bing Ma Yong to pachnąca interpretacja słynnej, Terakotowej Armii. Zapach równie tajemniczy, co chińskie znalezisko. Otwiera się zielonymi, bardzo nietypowymi nutami, które przywodzą na myśl wilgoć i dziką naturę. Czuć tu coś na kształt cypriolu, w oddali zaś nuty animalne, zwłaszcza hyraceum i cywet. Splata je drzewno-wetyweriowe tło z lekkimi, dymnymi akcentami. Zapach jest odważny, ale również szalenie intrygujący i świetnie wyważony.

Ryukyu za to prezentuje pejzaż odległego, zapomnianego archipelagu, który niegdyś zamieszkiwała antyczna kultura. Już samo studiowanie nut podanych przez producenta nauczyło mnie nowych gatunków roślin. Nie będę ukrywał – nie mam pojęcia jak mogą one pachnieć, więc nawet nie próbuję się ich doszukiwać w zapachu. W Ryukyu czuję natomiast słodkie, narkotyczne kwiaty, które mieszają się z wonią morskiej wody, czuję zielone akcenty, jakby lilii wodnej. W pierwszym momencie perfumy pachną nieco odrzucająco, by po chwili rozwinąć się w fantazyjny, słodki, przyjemny bukiet. Stopniowo przechodzi on  w kremową, orientalną bazę opartą na szarej ambrze.

Auphorie – podsumowanie

Auphorie Ryukyu

Eugene i Emrys Au stworzyli prawdziwą wizytówkę dla malezyjskiej perfumerii. Udało im się połączyć rzemieślniczą jakość razem z egzotycznym, oryginalnym stylem. Nie tworzą oni zapachów, które miałyby się podobać każdemu. Nie o to chodzi. Auphorie tworzy prawdziwe pejzaże swojej oraz okolicznych kultur, korzystając z bogactwa tamtejszej przyrody i umiejętnie łącząc je w perfumowanych ekstraktach.

Specyficzny styl marki sprawia, że raczej nie każdy znajdzie w portfolio Auphorie coś dla siebie. Dla niejednego z nas te zapachy mogą być w odbiorze wręcz „nieperfumowe”. I w tym też największy ich urok. Są to pachnące ciekawostki, przenoszące nas w inne miejsce, obrazujące nam nowe, olfaktoryczne rejony. Choćby dla odbycia takiej „zapachowej podróży” serdecznie polecam poznać tę markę. Tym bardziej, że teraz, kiedy mamy do niej dostęp w Polsce.

Podziękowania dla znajomej z perfumowej grupy Renate, oraz polskiego dystrybutora marki Auphorie – Zapach Orientu, za przekazanie próbek do testów. Powyższa recenzja nie ma charakteru sponsorowanego, a jej treść nie była z nikim konsultowana.

Bibliografia:

  • Slider – thescentofman.wordpress.com
  • 1 – www.cafleurebon.com
  • 2 – arsenicmakeup.blogspot.com
  • 3 – auphorie.com
  • 4 – auphorie.com
  • 5 – business.facebook.com/Auphorie/photos