Spośród tegorocznych targów perfumowych Esxence Milano szczególnie przypadła mi do gustu młodziutka, francuska marka L’Orchestre Parfum. Prezentuje prosty, autentyczny i ciekawy koncept łączący wszystkie pasje jej twórcy – podróże, muzykę i perfumy. Przy tym oczywiście dbając o wysoki poziom swoich wyrobów. Zapraszam na krótką relację, w której przybliżę Wam tego producenta i jego zapachy.

Teraz albo nigdy

Esxence2018
L’Orchestre mieliśmy okazję testować podczas 10. edycji targów perfumowych Esxence Milano.

Jest ostatni dzień targów, popołudnie. Za dwie godziny oficjalne zamknięcie, a część wystawców już się pakuje. Wcześniej wielokrotnie przechodziliśmy obok malutkiego stoiska L’Orchestre Parfum (a właściwie to stanowiska na stoisku perfumerii Jovoy, która zaprosiła markę), zawsze obserwując małą kolejkę testujących. Teraz nie było już czasu odkładać testy aż stoisko będzie puste. Ustawiamy się obok i czekamy około 10 minut. Chociaż byliśmy już trochę zmęczeni (a głównie nasze nosy), z perspektywy czasu przyznaję, że było warto.

 

Pierwsze wrażenie

Kiedy nadchodzi nasza kolej, wreszcie wyjaśnia się skąd te kolejki. Choć marka jest młoda (pierwszy raz zaprezentowała się w zeszłym roku) i posiada w kolekcji tylko 5 zapachów, to jej założyciel i pomysłodawca, Pierre Guguen zadbał o kompleksową i przemyślaną (i dość długą niestety) prezentację, która oddziałuje na różne zmysły i wyjaśnia założenia marki. Dotąd unikaliśmy na targach marnowania czasu na słuchanie marketingowych wywodów, ale Pierre od początku mówi do rzeczy, bez zadęcia, z aparycją prawdziwego hobbysty, którego przyjemnie się słucha.

 

L'Orchestre
Pierre Gaguen,założyciel L’Orchestre razem z twórczyniami kolekcji – Anne-Sophie Behaghel i Amelie Bourgeois

Pierre z wykształcenia jest muzykiem. Opowiada nam jak podróżował i koncertował w różnych miejscach świata. W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że te wydarzenia pamięta nie tylko przez pryzmat widoków i dźwięków, ale również zapachów. Postanowił założyć L’Orchestre by te wspomnienia utrwalić i przelać na coś, czym może się dzielić z innymi. W ten sposób powstała marka, która łączy wszystkie pasje Pierra.

 

Jak przekuć muzykę w zapach?

L'Orchestre

Pierre wiedział dokładnie co chce osiągnąć i w jakim kierunku ma iść L’Orchestre. Nie mając jednak odpowiednich kompetencji, postanowił zostawić wykonanie ekspertom w swoim fachu. Do współpracy zaprosił Anne-Sophie Behaghel i Amelie Bourgeois, które zajęły się przygotowaniem kompozycji. Pierre opowiadał im wspomnienia i wonie jakie z nimi wiąże, czasami przynosząc również instrumenty, których zapach chciał oddać. Gdy już mieli gotowe pachnidła, Pierre poprosił znajomych i cenionych muzyków, aby do każdego zapachu przygotowali dedykowany utwór, łącząc w ten sposób wspomnienie zapachu i dźwięku.

Tak też wygląda prezentacja pachnideł L’Orchestre. Przed poznaniem każdego zapachu Pierre wprowadza nas, wyjaśniając jakiej podróży i muzyce poświęcony jest zapach. Następnie zakładamy na uszy słuchawki, a Pierre włącza na laptopie odpowiedni utwór. Dopiero wtedy aplikuje zapach na blotter i podaje go nam. Mamy około 3-4 minuty, kiedy możemy zamknąć oczy i pochłaniać zapach przy delikatnej muzyce. Takim sposobem poznajemy całą kolekcję.

 

Muzyczno-olfaktoryczna podróż

Zaczynamy od powolnych, rytmicznych uderzeń bębnów, które stopniowo stają się bardziej dynamiczne. Zapach jest świeży i pikantny. Czuć ostrą, ziołową woń pieprzu i zieloną bergamotkę. To Thé Darbouka – wspomnienie podróży po Saharze i bęben, na którym grają rdzenni nomadzi. Z czasem pachnidło stanie się bardziej słodkie, zdominowane przez palony styraks. Proste i ciepłe pachnidło o ciekawej ewolucji.

 

Następnie przenosimy się do Japonii. Czujemy subtelne kadzidło dopełnione zielonym cyprysem. Pudrowy irys nadaje eleganckiego i kobiecego wyrazu. Encens Asakusa to kadzidlany, ale dość lekki zapach. Rozwija się powoli, przez cały czas towarzyszy mu drzewne tło i pudrowy akcent irysa. Wyobrażam sobie elegancką gejszę, która klęcząc, szarpie powoli struny shamisen. To właśnie ten instrument słyszymy w tle. Może to przez moje zamiłowanie do kadzidlanych zapachów, ale Encens Asakusa robi na mnie największe wrażenie.

 

Następnie Pierre opowiada nam o podróży do USA i klubach jazzowych, w których się zakochał. Rose Trombone towarzyszy dźwięk puzonu i intensywny, aldehydowy zapach róży. Nieco przerysowany, odrobinę metaliczny. Dopełniony soczystymi cytrusami. Z czasem zapach robi się nieco pudrowy i słodkawy, a bliżej bazy drzewny z akcentami białego piżma. Ciekawa interpretacja róży, chociaż nie powiedziałbym, żeby wyróżniała się czymś szczególnym. Trzeba lubić retro ujęcie tego kwiatu.

 

Czwarta kompozycja podoba się Kamilowi (razem odwiedziliśmy Esxence), który doszukał się bardzo autentycznego ujęcia skóry. Ja zwróciłem uwagę na niebanalne połączenie skóry z mango w Cuir Kora. Równie ciekawy co zapach był egzotyczny, strunowy dźwięk. Pierre usłyszał korę pierwszy raz w Senegalu i dopiął swego, zamykając we flakonie zapach tego, zrobionego z krowiej skóry i tykwy instrumentu. Po kilku godzinach mango zastąpił benzoes, świetnie dopełniając dominujący, skórzany akord.

 

Na zakończenie Pierre przenosi nas do krainy pomarańczy i flamenco. Zapachowe wspomnienie Hiszpanii to czarująca gitara i świeża, lekka, cytrusowa woń neroli i bergamotki. Z czasem zaczyna dominować naturalnie pachnący jaśmin, dopełniony zielonością, która dla mnie obiera nieco herbaciany charakter. Od otwarcia do bazy Flamenco Neroli zachowuje zielono-cytrusową świeżość. Zwiewna i orzeźwiająca kompozycja sprawdzi się zwłaszcza latem.

 

Powrót z wakacji

Prezentacja i rozmowa z Pierrem trwała dobre pół godziny, ale muszę przyznać, że warto było poświęcić ten czas. Od dwóch dni biegaliśmy po targach, starając się przewąchać jak najwięcej pachnideł. Poznanie L’Orchestre Parfum okazało się niezłym wytchnieniem. Nie tylko poznaliśmy ciekawego człowieka o wielu pasjach, który stworzył godną uwagi markę, ale też mogliśmy na moment zapomnieć o branżowej atmosferze i zrelaksować się, będąc myślami gdzieś daleko… drobna namiastka wakacji, którą Pierre Gaugen był w stanie nam zafundować muzyką i perfumami.

Często słyszę, że najlepiej odciąć się od otoczki marki i skupić się na samych zapachach. Zazwyczaj mogę się z tym zgodzić, ale w przypadku L’Orchestre dałem się tej otoczce i jej twórcy wciągnąć i wcale nie żałuję. Było to autentyczne i interesujące. I nawet jeśli nie przeniosę tego wszystkiego do rzeczywistości, pachnąc na co dzień perfumami od L’Ochestre, wciąż mogę czerpać osobistą satysfakcję z czegoś więcej niż samego zapachu.

Na tej marce kończymy uczestnictwo w Esxence 2018. Wychodzimy z hali wystawowej ze zmęczonymi nosami, ale wypoczętymi głowami. Przez ostatnie dwa dni testowaliśmy sporo, przeżywaliśmy lepsze i gorsze wrażenia, ale ostatnie wspomnienie z targów zdecydowanie pozostanie pozytywne.


Bibliografia:

  • Slider – www.lorchestreparfum.com
  • Zdjęcie 1 – lagardenianellocchiello.blogspot.com/2018/03/esxence-10-golden-edition.html
  • Zdjęcie 2 – www.lorchestreparfum.com
  • Zdjęcie 3 – www.lorchestreparfum.com
  • Zdjęcie 4 – www.lorchestreparfum.com
  • Zdjęcie 5 – www.lorchestreparfum.com
  • Zdjęcie 6 – www.lorchestreparfum.com
  • Zdjęcie 7 – www.lorchestreparfum.com