Z zasady perfumy mają być źródłem przyjemnych bodźców. Zdarza się jednak, że bywa wręcz odwrotnie. Często ich woń staje się dla nas irytująca, męcząca, niemożliwa do uniknięcia. Takie sytuacje powstają głównie na skutek nieumiejętnej aplikacji. Dlatego w tej części opiszę pokrótce, na co warto zwrócić uwagę, by noszenie perfum było dla nas i otoczenia przyjemnością a nie utrapieniem.

Aplikacja
 

Zlany od stóp do głów

Zazwyczaj widzę, że negatywne reakcje na perfumy nie zależą od samego zapachu, lecz raczej od jego intensywności. I tutaj dochodzimy do kwestii rozsądnej aplikacji perfum. Trzeba wziąć pod uwagę, że każdy zapach inaczej projektuje, różni się intensywnością, trwałością i ekspansywnością. Każdy chce oczywiście, aby najbliższe otoczenie miało okazję poczuć nasz zapach, ale to potrafi być broń obusieczna. Bo cóż z tego, że poczuje, jeśli przy tym zgani za to, że „zagazowaliśmy cały pokój”.

Nie brakuje „dusicieli”, których dwa psiknięcia na szyję skutecznie wypełnią sporą, zamkniętą przestrzeń. Łatwo o to szczególnie gdy w pomieszczeniu jest ciepło i słaba wentylacja. Starajmy się dostosowywać aplikacje w zależności od parametrów użytkowych zapachu, miejsca, w którym przebywamy oraz pogody. Otoczenie z pewnością będzie nam wdzięczne. Zresztą i my sami skorzystamy, bo już niejednokrotnie słyszałem, jak komuś zbrzydł dobry zapach w wyniku migreny wywołanej zbyt hojną aplikacją.

Chwileczkę, bo już nie czuję

Kolejna kwestia, którą często dostrzegam, paradoksalnie zwłaszcza u osób stosujących intensywne zapachy. Kilkukrotne aplikowanie w ciągu dnia bywa problematyczne dla otoczenia głównie z dwóch powodów. Zaraz po aplikacji wyczuwalne są nuty górne. Chociaż zazwyczaj wydają się przyjemne (świeże cytrusy itp.), są również bardziej intensywne i ekspansywne niż serce i baza, które projektują umiarkowanie dopiero po kilkunastu minutach. Druga sprawa to sama aplikacja. Wiele atomizerów wypuszcza sporą chmurę perfum, której nie jesteśmy w stanie przyjąć na siebie w całości. Drobiny perfum osiadają na przedmiotach z otoczenia i w rezultacie po naszej aplikacji wspólna łazienka (lub co gorsza biuro) pachnie naszymi perfumami przez kilka dni, ponieważ na niektórych materiałach są one trwalsze niż na skórze.

Naturalnym jest, że po kilku godzinach nasz nos przyzwyczaja się i nie czujemy już od siebie perfum. Nie oznacza to jednak, że otoczenie ich nie wyczuwa. Tak więc wszystkim Paniom (Panom też rzecz jasna, chociaż jeszcze żadnego na tym nie złapałem), które noszą w torebce perfumy i w trakcie przerwy biegną do toalety, by ponownie się wyperfumować, polecam zakończyć proceder. Perfumy starczą Wam na dłużej, a znajomi nie będą odsuwać się od Was, zanim zapach trochę osłabnie.

 

Wyperfumowanym wstęp wzbroniony

Jesteśmy w kręgu miłośników perfum. Wielu z nas może sobie nie wyobrażać, że można wyjść z domu niewyperfumowanym. Jednak są takie sytuacje i miejsca, gdzie jakakolwiek, nawet marginalna aplikacja perfum jest zbędna, a często wręcz kłopotliwa. Przypomina mi się od razu anegdota z jednego forum, o pacjentce, która tuż przed wizytą u ginekologa postanowiła wyperfumować miejsce badania… To oczywiście satyryczny przykład, ale prawda jest taka, że na co dzień możemy znaleźć się w sytuacjach, kiedy intensywny zapach naszych perfum nie będzie mile widziany.

Najpopularniejszą sytuacją, jaka przychodzi mi do głowy są restauracje i targi kulinarne. Nos odgrywa wtedy równie ważną rolę co kubki smakowe. Nie oceniamy przecież dania tylko po smaku, ale i po aromacie. Intensywna woń perfum jednego z gości może skutecznie to utrudnić i odebrać frajdę z posiłku. Innym, dość oczywistym przykładem są targi i warsztaty perfumowe/kosmetyczne. W takich sytuacjach naprawdę nie ma potrzeby przychodzić pachnącym, bo to nie nasz zapach ma być gwiazdą imprezy.

 

Zrobię to za Ciebie

Ostatnia sprawa, którą skierowałbym głównie do obsługi perfumerii. Chociaż nie tylko, bo w kręgu znajomych też się może zdarzyć. Mowa o, w teorii uprzejmym, zaaplikowaniu perfum na kogoś innego. Intencje oczywiście nie są złe – chcemy się podzielić z kimś ulubionym zapachem lub pokazać klientowi jak zapach pachniał będzie na jego skórze. Niestety, niektórym zdarza się to robić intuicyjnie i bez pytania. Czasami zaś klient lub znajomy, nawet jeśli z czystej uprzejmości chwali zapach, może nie mieć ochoty nim pachnieć. Gdy zaś już dojdzie do takiej spontanicznej aplikacji, może nie mieć warunków, by zapach całkiem zmyć. O braku komfortu z noszenia perfum, które nam nie podchodzą, chyba nie muszę wspominać.

Jeszcze gorsze jest, co w naszym kraju jest na razie sprawą marginalną, gdy przy wejściu do perfumerii stoi obsługa z najnowszym flankerem w dłoniach, pryskając nim z oddali każdego przechodzącego klienta. Po takiej aplikacji biedny klient musi męczyć się z niechcianym zapachem o wiele dłużej, a co więcej, na jego ubraniach mogą pozostać drobne i ciężkie do usunięcia ślady. Nie chciałbym po każdych odwiedzinach w perfumerii zahaczać o pralnię chemiczną, a Wy?

 

Aplikacja perfum zdaje się sprawą absolutnie banalną, a jednak, co widać w przykładach powyżej, można popełnić przy niej błędy. Warto się od nich ustrzec, jeśli nie dla nas samych to chociaż z szacunku dla naszego otoczenia. Zawsze przed aplikacją perfum pamiętajmy, że jej efekty nie są wyczuwalne tylko dla nas. Warto więc podchodzić do tematu choćby z drobną dawką wyczucia i odpowiedzialności.


Bibliografia:

  • Slider – asia.be.com/beauty/beauty-tips/perfume-spray-belly-button-157070.html
  • Zdjęcie 1 (tytułowe) – www.wikihow.com/Apply-Cologne
  • Zdjęcie 2 – memy.pl/mem_1049022_to_uczucie_gdy_cala_butelka_perfum
  • Zdjęcie 3 – www.wikihow.com/Apply-Cologne
  • Zdjęcie 4 -www.popsugar.co.uk
  • Zdjęcie 5 – www.dreamstime.com/stock-photo-choosing-perfect-perfume-young-beautiful-woman-smelling-aroma-pleasure-someone-else-holding-bottle-spraying-image64926999