Kwiaty w perfumach potrafią przyjąć różne oblicza. Ponieważ jesień zbliża się wielkimi krokami, wybrałem do recenzji takie ich ujęcie, które może nas skutecznie otulić i umilić depresyjną, jesienną szarówkę. Tubereuse Malefique działa jak zapachowy, gęsty szaliczek przy którym wiatr, deszcz i ogołocone drzewa stają się bardziej znośne.

Kwiaty na glinie

Tubereuse

Rancon to wschodząca, włoska marka, którą wyróżniają dwie rzeczy. Pierwszą są charakterystyczne, gliniane flakony. Drugą zaś bezkompromisowe, mocarne zapachy z kwiatami w roli głównej. Obecna kolekcja liczy trzy zapachy. Poświęcone fiołkowi, róży i właśnie tuberozie, której dotyczy ta recenzja. Wybrałem najintensywniejszą i w mojej ocenie najciekawszą kompozycję do testów. Chociaż nie jestem fanem tuberozy, w tej odsłonie mnie ona zaintrygowała. Wydała się też idealnym kwiatowym kandydatem na chłodniejszą porę roku.

 

[Impresja] W złych kwiatach czai się Zwierz

Tubereuse

Biegnę! Biegnę przed siebie chociaż nie widzę końca. Jakbym był uwięziony w polu kukurydzy. Czuję duszącą, gryzącą gardło słodycz kwiatowego pyłku. Są ogromne! Gigantyczne, białe kwiaty przysłaniają mi horyzont. Przez ich aksamitne kielichy przebija się tylko czerwone słońce. Słyszę nad głową szalejący wiatr, od którego odgradza mnie potężne kwiecie. Czy to tylko wiatr? Zdaje się, że słyszę warczenie.Uciekam, bo w polu tuberozy jest Zwierz. Goni mnie i osacza. Widzę między zielonymi łodygami jego czarną, nastroszoną sierść. Czuję jego pierwotny zapach. Pamiętam jego czerwone ślepia… Uciekam, ale kwiaty oszałamiają mnie narkotyczną słodyczą. Czy współpracują ze Zwierzem? Złe kwiaty!

Docieram do pradawnego drzewa. Wspinam się po wystających nad ziemię korzeniach. Pod drzewem już czyha Zwierz. Wchodzę na pień i wydostaję się spod uroku złych kwiatów. Wspinam się wyżej w promieniach czerwonego słońca. Ale nade mną zwisają jeszcze większe, żółte kwiaty. Ich kielichy są jak macki. Oblepiają mnie swym słodkim nektarem tak, że tracę równowagę i spadam. Spadam tam gdzie czai się Zwierz!

Oda do tuberozy

Tubereuse

W teorii Luca Maffei skomponował Tubereuse Malefique według klasycznej zasady trzech akordów. W teorii ponieważ obiecane otwarcie z bergamotką i petit grain momentalnie dominują kwiaty. Kwiaty przepotężne i tak dominujące, że nawet jak na standardy tuberozy, woń jest bardzo intensywna i dusząca. Otula nas szczelnie swymi oparami i nie pozwala dojść do głosu lżejszym składnikom.

O wiele ciekawiej robi się po kilkunastu minutach, kiedy tę duszącą tuberozę zaczyna uzupełniać ylang-ylang. Wtedy Tubereuse Malefique zyskuje narkotyczną, odurzającą słodycz, z którą kompozycja robi się o wiele ciekawsza i złożona. Choć wciąż gęsta i intensywna, da się w niej wyczuć dodatkowe akcenty drewna. Drewna egzotycznego i jakby nieco przykurzonego. Nie wybija się ono spod kwiatów, ale pozostaje w tle.

Tubereuse

Jeśli ktoś liczy, że kwiaty w końcu ustąpią, to się mocno rozczaruje. W bazie tytułowa tuberoza nie słabnie nawet na moment. Za to walczyć z nią o prymat zaczyna wprost cudowny akord animalny. Połączenie cywety i piżma imitującego to zwierzęce. Przez długie godziny możemy cieszyć się ciepłą, zmysłową , a nawet nieco mroczną bazą. To ona wydaje mi się najciekawszym elementem kompozycji. Ostrzegam jednak, że jednocześnie decyduje o tym, że Tubereuse Malefique polubią tylko koneserzy kwiatowo-animalnych zapachów.

 

Pachnący „otulacz”

Pachnidło to ma w sobie coś pociągającego. Jest charakterne i właściwie gdy się już z nim polubimy, chcielibyśmy się nim śmiało otoczyć. Ja jednak polecałbym podchodzić do niego stopniowo i z wyczuciem. A wszystko to przez agresywny charakter kwiatów i ponadprzeciętne parametry użytkowe. Testowałem wersję eau de parfum, której już dwa psiknięcia mnie przytłaczały. Woń była ode mnie wyczuwalna z odległości dwóch metrów, za mną zaś ciągnęła się jeszcze bardziej. W dodatku trwało to praktycznie cały dzień. Producent ma jeszcze w ofercie koncentrat i nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak może być on wydajny.

Chociaż wolę bardziej stonowane zapachy, wyrazistość i wydajność Tubereuse Malefique wydaje mi się sporą zaletą. Pachnidło zyskuje dzięki nim funkcję tzn. „otulacza”. Nazywam tak perfumy, które zdają się tworzyć wokół noszącego otulającą, zapachową sferę, pozwalając odciąć przynajmniej jeden z naszych zmysłów od niesprzyjających warunków pogodowych. Przez wiele godzin dają o sobie znać, chociaż przez to mogą się też wydać nieco nachalne. I w takie wrażenia idealnie się bohater tej recenzji wpisuje.

Dlatego Tubereuse Malefique będę polecał szczególnie na nieprzyjazną jesień, kiedy na zewnątrz zacina deszcz i wieje chłodny wiatr, a my musimy wyjść z domu. Swoim zmysłowym, bezkompromisowym i gęstym zapachem to pachnidło tylko umili nam dzień. Oczywiście pod warunkiem, że się z nim polubimy i że rozsądnie będziemy je aplikować.


Bibliografia:

  • Slider – www.fragrantica.de/Neuigkeiten/Esxence-2018-in-Mailand-Ein-Erster-Eindruck-4448.html
  • Zdjęcie tytułowe/ 3 – persefume.com/he-says-she-says-rancon/
  • Zdjęcie 1 – fifi.ru/esxence-2018-novye-brendy-i-otkrytiya.html
  • Zdjęcie 2 – extrawall.net/?option=wallpaper&id=229#.W4Fdqs4zaUk
  • Zdjęcie 4- www.instagram.com/p/BBfr5ELBZiP/?taken-by=alexandermcqueen