W tej części poradnika chciałem poruszyć temat dość niepopularny, który może być jednak pomocny szczególnie dla osób, które zaczynają z perfumami. A to dlatego, że często chcą one poznać jak najwięcej zapachów, spędzając nieraz w perfumeriach długie godziny. Strategia nie bez minusów, ponieważ już po przewąchaniu kilku – kilkunastu zapachów można odczuć, że nasz nos zaczyna odmawiać posłuszeństwa. Co wtedy zrobić? Napiszę, co w takich przypadkach pomagało mi.

 

Zagrajmy z naszym nosem…

Zacznijmy od początku, a więc od istoty problemu. Z działaniem naszego nosa jest trochę jak z grą w Tetrisa. Mikroskopijne cząsteczki zapachów, które docierają do nosa podczas wąchania, są jak klocki o odpowiednim kształcie, które pasują tylko do konkretnej wnęki. Te wnęki to właśnie nasze receptory węchowe. Mamy ich miliony, pogrupowane tak, że przyjmują konkretne cząsteczki zapachowe. Gdy do receptora „wpadnie” cząsteczka, do mózgu biegnie elektryczny impuls, który pozwala rozpoznać zapach.

Nos
Tak jak my nie nadążamy z układaniem klocków w Tetrisie, tak nasz nos nie nadąża z przyjmowaniem cząsteczek zapachu

Podobnie jednak jak my nie nadążamy, gdy klocki w Tetrisie zaczynają spadać coraz szybciej, tak samo nasz nos nie nadąża czasami z wychwytywaniem zapachów. Po pewnym czasie receptory zostają „zapchane” cząsteczkami przez co nie ma miejsca na nowe, docierające do nosa cząsteczki innych zapachów. Co więcej zachodzi adaptacja węchowa, w wyniku której nasz mózg zaczyna ignorować sygnały docierające z receptora. W rezultacie my stopniowo przestajemy wyczuwać, zapach, który „siedzi” już w nosie, a co więcej gorzej wychwytujemy też nowe zapachy. Game over? Niekoniecznie, bo na zmęczony nos są pewne sposoby.

 

Magiczna kawa – prawda czy mit?

Wspominane zjawisko nie uszło uwadze ekspertów, jak i marketingowców, którzy zaczęli szukać sposobów, by klienci perfumerii byli w stanie przewąchać więcej produktów. Najpopularniejszym obecnie antidotum na zmęczony nos zostały ziarna kawy. Jeśli więc zastanawialiście się, co robią kubeczki z kawą na półkach perfumerii, macie już odpowiedź – służą do regeneracji nosa!

Nos-kawa

Czy to działa? Zdania na ten temat są podzielone. Prowadzono badania, które potwierdzały jak i zaprzeczały oczyszczającemu efektowi kawy. Sam nie zauważyłem u siebie jej działania, chociaż od niektórych słyszę, że rzeczywiście pomaga. Patrząc jednak logicznie, cząsteczki zapachowe kawy nie różnią się specjalnie od innych. Są wychwytywane tylko przez konkretne receptory i podobnie jak w innych przypadkach i one mogą „zatykać” te receptory. Co więcej, zapach kawy podobnie jak innych woni podlega adaptacji. Jeśli nie wierzycie, to porównajcie intensywność zapachu, który czujecie wchodząc do kawiarni, a potem z niej wychodząc.

Zadane pytanie pozostawię bez odpowiedzi, bo nie mam przekonujących dowodów ani by potwierdzić, ani by obalić takie działanie kawy. Myślę sobie jeszcze, że być może w jakimś stopniu kawa działa na nas jak placebo. Być może sam jej psychologiczny wpływ poprawia efektywność dalszej analizy zapachów. Niezależnie jednak od mechanizmu, jeśli znajdziecie się w perfumerii, która ma miseczki z kawą, a Wy czujecie, że nos odmawia posłuszeństwa, spróbujcie. Może u Was podziała.

 

Dobry plan to podstawa

Nos3

Historia uczy, że odpowiednią strategią można pokonać znacznie potężniejszego przeciwnika. W świecie zapachów rządzi tak sama zasada. Jeśli przyjrzymy się, jak wystawcy na targach prezentują swoje kolekcje, prawie zawsze są one ustawione w ścisłym porządku i w takim właśnie mają być testowane. Zazwyczaj strategia ta jest prosta – od lekkich i delikatnych, po ciężkie, trwałe i intensywne pachnidła. Z doświadczenia, muszę przyznać, że to się sprawdza.

Jeśli więc mamy w planach pozostać w perfumerii dłużej i więcej przewąchać, poprośmy na początek o przedstawienie letnich, lżejszych pachnideł z nutami cytrusowymi i zielonymi. Potem stopniowo można przejść do pachnideł kwiatowych, gorumandowych, orientalnych, kończąc na mocarzach z nutami kadzidła, skóry czy oudu. Przy takim planie rzeczywiście da się przewąchać więcej, a przechodząc z jednej grupy do drugiej, czujemy nowy zastrzyk energii, bo nasz nos nie zdążył się do niej zaadaptować.

 

Powietrzny reset

To najprostsza i najskuteczniejsza, według moich doświadczeń, metoda. Kiedy czujemy, że nasz nos zaczyna się poddawać, dajmy mu około 10 minut wytchnienia, najlepiej na świeżym powietrzu. Nie musimy się przy tym mocno inhalować. Wystarczą regularne, zwykłe wdechy, najlepiej przez nos jak i usta. Świeże, czyste powietrze pozbawione nadmiaru zapachów skutecznie oczyści nasze receptory, przygotowując je na kolejną „sesję” w perfumerii.

Taki reset na zewnątrz pomagał mi zwłaszcza przy zapachowych „maratonach”, kiedy w krótkim czasie musiałem przewąchać dziesiątki zapachów. Zazwyczaj po przewąchaniu kilkunastu pachnideł robiłem sobie przerwę, wychodząc na świeże powietrze. Najszybciej odczuwałem poprawę, gdy był delikatny wiatr i umiarkowana temperatura.
Metoda ta nie jest bez wad, bo czasami powietrze samo w sobie może być pełne zapachów. Tak bywa często w okresie grzewczym lub nieopodal stref gastronomicznych. Niekiedy nie mamy też czasu na przerwy. Jednak jeśli tylko mamy okazję, polecam stosować tę technikę. Przy jej pomocy nie tylko przewąchamy więcej, ale też nasz nos będzie o wiele lepiej przygotowany na kolejne dawki pachnideł.

 

Trening czyni mistrza

Nos
Wąchanie wielu pachnideł może nie zrobi z nas prawdziwego perfumiarza, ale na pewno wytrenuje trochę nasz węch.

 

Na zakończenie już nie technika, a jedynie nadzieja na przyszłość. Okazuje się, że nasz zmysł węchu podobnie jak pamięć czy uwagę, można ćwiczyć! Jeśli więc dopiero zaczynamy przygodę z perfumami i czujemy, że nasz nos nie daje sobie rady z nowym hobby, warto dać sobie czas. Po kilku miesiącach regularnego, świadomego wąchania pachnideł, nasz zmysł węchu się wyrobi. Będzie nam łatwiej wyczuwać niuanse, nos będzie się nieco wolniej męczył, a my będziemy w stanie wąchać dokładniej i więcej.

Kilka wspomnianych wyżej technik może skutecznie pomóc w poznawaniu większej ilości zapachów na raz, ale warto też pamiętać, że w takich warunkach odbywa się to kosztem dokładności. Dlatego ja zawsze zachęcam do zdobywania próbek i powolnego, dokładnego testowania w domowym zaciszu, kiedy nasz nos jest wypoczęty, a my mamy odpowiednio dużo czasu, by poobcować z perfumami.

Jestem też pewien, że istnieje znacznie więcej technik, które ułatwiają regenerację węchu. Może macie jakieś swoje, sprawdzone sposoby? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach.

Bibliografia:

  • Slider – www.textrepublic.com/store-atmospherics-scent-success-smells-like-literally/
  • Zdjęcie tytułowe – www.menshealth.com/health/g19544131/7-smells-make-day/
  • Zdjęcie 1 – The Elegance of Scent
  • Zdjęcie 2 – www.vix.com/en/wellness/529936/11-secrets-people-who-always-smell-good-its-not-showering-every-day
  • Zdjęcie 3 – The Elegance of Scent
  • Zdjęcie 4 – www.menshealth.com/health/g19544131/7-smells-make-day/
  • Zdjęcie 5 – perfumethestoryofamurderer.weebly.com