Tym razem napiszę co nieco o koncepcji tak zwanego signature scent, które tłumaczone jest często jako zapachowa wizytówka lub zapachowy podpis. Dotyczy ona zapachu poniekąd wyjątkowego, z którym właściciel jest mocno związany, i z którym związuje go również otoczenie. Jak w wielu kwestiach, tak i tutaj nie ma jednego poprawnego opisu, bo każdy inaczej interpretuje zapachową wizytówkę. Dlatego w tym artykule omówię z różnych perspektyw, czym signature scent może być.

Każdy z nas ma swoje unikalne wspomnienia z dzieciństwa, które pozostają w pamięci nieraz do końca życia. Zapamiętujemy nie tylko konkretne epizody i towarzyszące im osoby, obrazy, dźwięki, ale również zapachy. Okazuje się, że wiele osób dość dobrze pamięta zapach perfum swoich rodziców (przeglądając fora perfumeryjne, można co jakiś czas natknąć się na wątek, w którym ktoś próbuje zidentyfikować zapach, którego kiedyś używał jego rodzic, by kupić mu go w prezencie). Jeśli kojarzymy tę po wielu latach i mamy pewność, że bliska nam osoba pachniała nią często, to możemy domniemywać, że był to jej signature scent.

fot. Fragrantica.com   Wyjątkowy signature scent miała Audrey Hepburn. Hubert de Givenchy stworzył L’Interdit specjalnie dla niej.

Możemy więc przejść do pierwszej interpretacji signature scent – zapachu, często jedynego, którym dana osoba pachniała przez wiele lat i z tym zapachem kojarzy ją otoczenie. Sytuacja dość niepopularna w dzisiejszych czasach, ale nie niemożliwa. Nieco przypominająca czasy, w których perfumy były dobrem luksusowym, a kobiety ceniły wytworność i pilnowały, by pachnidło dopełniało ich wizerunek (wciąż oczywiście może tak być, ale trudno nie odnieść wrażenia, że jest tak coraz rzadziej). W takim ujęciu podpis zapachowy na dobrą sprawę wcale nie musi być perfumami. Może to być na przykład zapach ziół, które ktoś codziennie zrywał i przynosił do kuchni, albo zapach tytoniu, którym zawsze wypełniony był czyjś gabinet. Do dziś, gdy czuję waniliowy tytoń fajkowy, mam przed oczami wizerunek oficera wachtowego, który przez cały rejs namiętnie palił fajkę. W mojej (i zapewne pozostałych członków wachty) pamięci zapachową wizytówką tego człowieka został właśnie tytoń waniliowy. A on sam może o tym nawet nie wiedzieć!

O tym, że signature scent może dotyczyć nie tylko osoby, ale i miejsca, możemy przekonać się na przykładzie pracowni krawieckiej LAVS.

Inne podejścia nie tyle biorą pod uwagę wrażenia otoczenia, co samego właściciela. Często spotykam się ze zdaniem, że podpis zapachowy to po prostu zapach ulubiony, z którego najchętniej korzystamy, i który nie nudzi nam się nawet po wielu latach i zużytych flakonach. Podejście takie popularne jest w środowisku miłośników perfum – zapewne z tego względu, że często mają oni pokaźne kolekcje pachnideł, rotują dziesiątkami zapachów, a gdy znajdą taki, do którego są w stanie wracać regularnie przez wiele lat i po tych latach wciąż się nim zachwycają, traktują go jako swego rodzaju unikat, z którym chcą być utożsamiani. Niekoniecznie jednak musi tak być zdaniem innych, którzy od takiej osoby zapewne niemal codziennie czują coś innego.

Mnie bardzo podoba się podejście podkreślające wyjątkowość i niepowtarzalność zapachu. Częściowo się z nim zgadzam, bo w czasach, w których rocznie powstają setki nowych, dostępnych masowo pachnideł, a perfumiarze coraz częściej (świadomie i nieświadomie) się powtarzają, nie wystarczy, w mojej ocenie, używać regularnie i przez długi okres danego pachnidła, by być z nim kojarzonym. Szczególnie, gdy takiego samego używa połowa naszych znajomych…

Sartorial jako wizytówka krawca lub jego pracowni? Czemu nie, w końcu to pachnidło inspirowane legendami Savile Row.

Nie zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że prawdziwy signature scent powinien być wykonany pod właściciela, jak skrojony na miarę garnitur. Oczywiście taki zapach będzie prawdziwą perełką i, o ile trafi w gust właściciela, ma zadatek na zapachową wizytówkę w pełnym rozumieniu, ale nie jest to według mnie opcja jedyna. Do znalezienia swojego signature scent wystarczy, moim zdaniem, zagłębienie się w niszę perfumeryjną. Oferuje ona tak niepopularne i specyficzne kompozycje, że z pewnością uda nam się nimi zapisać w pamięci innych i nie zostać z nikim pomylonym. Ziemista paczula, sakralne kadzidło, czy pudrowy irys to nuty niepopularne w głównonurtowych perfumach. I na tyle charakterystyczne, że w naszym otoczeniu (chyba że obracamy się wśród miłośników i znawców perfum) będą prawdopodobnie unikalne.

Jeśli więc pragniemy znaleźć dla siebie signature scent to polecam obrać ten kierunek i szukać uważnie. Segment niszowy jest bogaty i wybór wyróżniającego nas zapachu na lata, z którym będziemy chcieli być kojarzeni, i który nie znudzi nam się szybko, może być trudny, gdy zaczniemy poznawać dopracowane, specyficzne, często wręcz artystyczne pachnidła.

fot. Fragrantica.com
Słynny brytyjski perfumiarz, Roja Dove, sam stworzył sobie signature scent, używając do tego swoich ulubionych składników.

Tymczasem bardzo ciekaw jestem, czy ktoś z Was dorobił się już swojej zapachowej wizytówki lub zna kogoś z taką, która rzuciła mu się w nozdrza. Czekam też na przemyślenia, czym dla Was signature scent jest, i do której koncepcji jest Wam najbliżej. Zapraszam do dyskusji w komentarzach.