Na naszym portalu staramy się zajmować kwestiami ponadczasowymi i stale eleganckimi. Korzystając jednak z możliwości, jaką daje mi ta przestrzeń, chciałbym odnieść się krótko do wpisu Szymona Jeziorki z bloga All Tied Up, w którym porusza on temat kołnierzyków noszonych na zewnątrz, na klapach marynarki. To trend, który ostatnio zyskuje niejaką popularność.

Czy nosić kołnierzyk wyłożony na klapy marynarki?

Szymon stwierdził, że koszulka polo noszona z kołnierzykiem wyłożonym na klapy marynarki wygląda lepiej niż koszulka polo z kołnierzem ze względów praktycznych schowanym pod klapy. Pokazał się w takim połączeniu między innymi Łukasz Masłowski z bloga Outdersen czy Maciej Zaremba, właściciel pracowni krawieckiej Zaremba Bespoke Tailoring. Szymon podał przy tym kilka przykładów zestawów, które wyglądają naprawdę nieźle.

1. Maciej Zaremba
2. Łukasz Masłowski

Moim głównym zastrzeżeniem, a jednocześnie obawą jest fakt, że wraz z promocją, czy też łagodnym potraktowaniem takich zestawów, które same w sobie balansują na granicy dobrego smaku (a przypomnijmy: są to zestawy dobrane przez najlepszych), może nastąpić wysyp zestawów podobnych, lecz już zdecydowanie nieudanych. I, co więcej, jestem przekonany, że tak się stanie. Stąd uważam, że promowanie trendów co najmniej ryzykownych nie jest najlepszym pomysłem. Oczywiście można mi zarzucić, że to asekuranckie podejście, które gwarantuje zastój w modzie męskiej, jednak chyba nie ulega wątpliwości, że zestaw ze zwykłą koszulą zepsuć o wiele trudniej? A na to stwierdzenie z kolei można odpowiedzieć, pokazując właśnie fatalne zestawy klasyczne, lecz nie o to idzie. Chodzi o proporcje. O liczbę dobrych zestawów z koszulą i ilość złych z polo. Jest to oczywiście niemierzalne, jednak moim zdaniem koszula i popover mają tu przewagę.

3.

Unde malum?

Zestawienie polo z marynarką to amerykański wynalazek, który zupełnie do mnie nie przemawia. Połączenie ubrań należących do zupełnie różnych stylów (przypomnijmy: polo to sportowy odpowiednik koszuli, który znacznie obniża poziom formalności, marynarka zaś to część garderoby, która w zasadzie zawsze ją podnosi) powoduje zgrzyt, efekt niedopasowania.

Osobną kwestią jest, że koszulki polo mają krótki rękaw, co sprawia, że niemożliwe jest, by mankiet wystawał spod marynarki. A to wszak jeden z detali, które robią różnicę. Kompromisem ma tu być popover, łącząca zalety klasycznej koszuli: efekt dopracowania szczegółów zestawu, z przewagami polo: nieformalnością i luzem. Ponadto w koszuli listwa guzikowa tworzy pionowy pasek, co optycznie wyszczupla sylwetkę. W polo jest ona krótka (w popoverze nieznacznie dłuższa), co powoduje brak efektu wysmuklenia. Z daleka rzeczywiście tego nie widać, jednak chcemy chyba wyglądać dobrze z każdej odległości, nie tylko z dużej.

4.

I wreszcie: jak ma się do tego połączenia powszechne wśród blogerów zwalczanie koszul z krótkim rękawem, a szczególnie ich zakładania do garnituru?

Estetyka i praktyka

Nie jestem wrogiem koszulek polo. To świetny i bardzo stylowy wybór na upalne dni. Tak samo lubię marynarki. Ale te dwie rzeczy należą do dwóch różnych porządków estetycznych.

5.
6.

W pełni rozumiem przytoczony przez Szymona argument praktyczny, a mianowicie fakt chowania się miękkich wyłogów kołnierzyka koszulki polo pod klapami marynarki. I zgadzam się z nim. Tyle że w tym wypadku wyłożenie kołnierzyka na klapy jest rozwiązaniem sztucznie wykreowanego kłopotu. Zupełnie jak w PRL-u: partia robotnicza bohatersko rozwiązywała stworzone przez siebie problemy. Gdyby założyć normalną koszulę, w ogóle nie byłoby się czym przejmować.

Zdjęcia

Przyjrzyjmy się uważnie zdjęciom przywołanym przez Szymona. Rzeczywiście są one dobre. Więcej, są świetne. Ale czy dzieje się tak za sprawą zaprezentowanych na nich zestawów? W przypadku Macieja Zaremby niewątpliwie tak. Jego stylizacji z pewnością do klasycznych zaliczyć nie można, a jednak jest bardzo dobra – podoba się dzięki idealnemu dopasowaniu i zachowaniu proporcji oraz niestandardowemu połączeniu kolorów, a także dbałości o detale. Maciej jednak ma na sobie popover, nie polo.

7. Maciej Zaremba

U Łukasza dobry efekt daje dopasowanie odcieni do cery i sam jego wygląd – południowy typ urody – oraz zastosowanie bardzo nieformalnej marynarki. A jednak i tak nasuwa się pytanie: jeśli zakładamy dżinsy i koszulkę polo, to po co marynarka do tego zestawu, skoro naturalnie narzucającą się kolejną warstwą jest sweter?

8. Łukasz Masłowski

Spójrzmy na Andreasa Weinåsa. Dolne zdjęcie eksponuje głównie ruch modela. Mógłby mieć na sobie dowolny (ale dopasowany garnitur) i wyglądałby dobrze, bo i tak jego zestaw jest ciemną plamą (trudno nawet zauważyć, że ma na sobie popover) i widać przede wszystkim jego zarys. Ta stylizacja ma pokazywać jakość samego garnituru. Bardzo dobrze dobrane jest również tło. Podobnie ze zdjęciem górnym.

9. Andreas Weinås
10. Andreas Weinås

U Erika Mannby’ego i Simona Righiego efekt dopasowania daje zgranie kształtu zarostu z ułożeniem kołnierzyka i kształtem dekoltu oraz dobór kolorów. Zestaw Mannby’ego uważam zresztą za średnio udany i to mimo zastosowania popover.

11. Erik Mannby
12. Simone Righi

Jeśli chodzi o Yasuto Kamoshitę, to prezentowane przez niego połączenie ma rację bytu wyłącznie na poniższym zdjęciu (które zresztą jest świetne). Bez papierosa i na ulicy, na innym tle, wyglądałby znacznie gorzej. Swoje robi też emanująca z niego swoboda.

13. Yasuto Kamoshita

Ponadto w każdym przypadku widać staranne dopasowanie stroju do wyglądu fizycznego modela: dobór właściwych odcieni i zachowanie odpowiednich proporcji, podkreślające zalety sylwetki i ukrywające wady. Przy takich marynarkach czy garniturach wszystko wyglądałoby dobrze. Nawet brak czegokolwiek pod spodem. Wreszcie każde z tych zdjęć pokazuje kunszt fotografa. Oczywiście każdy może mieć inne zdanie na ich temat, bo nie jestem estetyczną wyrocznią.

14. Frank Sinatra

Na deser zostawiłem Franka Sinatrę. Po pierwsze, nosi on zwykłą koszulę, co już na starcie robi różnicę in plus. Po drugie, cechująca go sprezzatura (rozumiana jako luz, niewymuszona swoboda i pewność siebie oraz własnego dobrego wyglądu, połączona z naturalną niedbałością) sprawia, że mógłby mieć na sobie worek po kartoflach i nadal wyglądałby świetnie, a tylko trochę ekscentrycznie.

Granica

Można powiedzieć, że blogerzy są także od eksperymentowania. Od szukania granic dobrego smaku. W tym wypadku należy stwierdzić jasno, że jedną z tych granic znaleźliśmy. Znacznie lepiej prezentuje się kołnierzyk zwykłej koszuli czy koszuli popover wywinięty na zewnątrz niż tak samo ułożonej koszulki polo.

Jestem zdania, że wykładanie kołnierzyków koszulek polo na klapy marynarki to chwilowy trend, który szybko przeminie. Niestety nie można tego powiedzieć o samym połączeniu polo i marynarki, które utrwaliło się za sprawą Amerykanów.

Noszenie zaś zwykłych koszul z kołnierzykami na zewnątrz ma długą tradycję. Nosił je w ten sposób nie tylko Frank Sinatra, wspomniany przez Szymona, lecz także James Bond w filmie „Moonraker”. Zdecydowanie nie jest to połączenie zarezerwowane dla kobiet, Latynosów czy rekonstruktorów.

15. James Bond (kadr z filmu „Moonraker”)
16. Premier Beata Szydło

 

Autor: Witold

 

Źródła zdjęć:

All Tied Up: 1, 2, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14

The Elegance of: 3, 4, 5, 6

The Suits of James Bond: 15

Kancelaria Prezesa Rady Ministrów 16

  • SJ

    Po pierwsze, nie twierdzę, że kołnierzyk koszulki polo wyłożony na klapy wygląda lepiej jako reguła. Ba, napisałem, że sam nigdy tak nie robię! Pointą mojego wpisu było, że są sytuacje i zestawy, gdzie będzie to wyglądać dobrze, a podejście do męskomodowych zasad jak do przykazań wyrytych w kamieniu jest zgubne. Nie są one celem samym w sobie, tylko drogą do celu.

    Po drugie zatem, stosunkowo mało odkrywczym wydaje mi się stwierdzenie, że przywołane przeze mnie zestawy wyglądają nieźle, bo są dobre, ale gdyby to były gorsze zestawy, wyglądałyby gorzej. No tak, celowo dobrałem dobre zestawy jako dobre przykłady. Natomiast zupełnie nie przemawia do mnie ton trwogi, w którym opisywany jest przewidywany wysyp naśladowców tego stylu, bo cóż to będzie, ktoś postanowi zaeksperymentować z własnymi ciuchami i mu nie wyjdzie? Rzeczywiście, horror.

    Po trzecie, marynarka ma zalety, które są nie do przecenienia. Od dawna już istnieją marynarki bez konstrukcji, ze spranej tkaniny, skrajnie nieformalne, więc problem połączenia formalności elementów uważam za nieistotny w tym kontekście; marynarka jest po prostu ubraniem, które znakomicie wpływa na wygląd sylwetki noszącego i tak, można ją nosić nawet z tiszertem albo polo osiągając dobry efekt. Zachęcam do lektury tego wpisu na Permanent Style: https://www.permanentstyle.com/2017/08/wear-a-jacket.html

    • Co do pierwszej kwestii zgoda, to moja błędna interpretacja części Twojego tekstu. Jednak sytuacje i stylizacje z użyciem polo i marynarki, w których efekt byłby zdecydowanie dobry należą moim zdaniem do rzadkości. Weź pod uwagę, że znacznie łatwiej osiągnąć idealny efekt korzystając z popover, a nie z polo – właśnie za sprawą widocznych mankietów. I nie traktuję tego jako przykazania, którego absolutnie trzeba przestrzegać. To detal, który po prostu robi różnicę. Może to zbytni perfekcjonizm z mojej strony. 😉

      W kwestii drugiej zgodzić się jednak nie mogę. Zapewne nie dość klarownie zaznaczyłem rozróżnienie, które miałem na myśli. To nie same w sobie zestawy są dobre (z wyjątkiem jednego), lecz zdjęcia, które je prezentują. Weźmy choćby zestaw Kamoshito. On wygląda dobrze tylko na tle, którego użyto do zdjęcia i może jeszcze na kilku innych tłach. W innych okolicznościach byłby najwyżej średni. Stylu dodaje też trzymany w dłoni papieros. Stylizacje Weinåsa prezentowałyby się znacznie lepiej, gdyby założył koszulę. Ale same zdjęcia (jako dzieła sztuki) są dobre dzięki zgraniu kolorystyki i doborowi tła. Oczywiście to tylko moje zdanie.
      Eksperymenty będące efektem promowania takiej mody są naturalne i nie uważam, by nieudane stylizacje były horrorem, który spędzałby mi sen z powiek. Uważam natomiast, że nie ma potrzeby upowszechniania takich połączeń, a na blogerach ciąży obowiązek promowania dobrego smaku i estetyki, i to właśnie miałem na myśli, pisząc o przewidywanym wysypie nieudanych stylizacji. Wszyscy chcemy chyba lepiej ubranych Polaków na ulicach?

      Zgadzam się również, że marynarka ma wiele zalet. Nie widzę natomiast potrzeby wpychania jej na siłę do każdego zestawu. Moja awersja do połączenia polo z marynarką, oprócz przywołanych w tekście powodów, według mnie dość ważkich, rzeczywiście może wynikać ze stosunkowo konserwatywnego podejścia do stroju.
      Dziękuję za link do (świetnego zresztą) artykułu.

      Ogólnie rzecz biorąc nie starałem się napisać tekstu opozycyjnego do Twojego, a jedynie pogłębić nieco dyskusję i rozszerzyć ją o własne spostrzeżenia. Stąd jedynie delikatna polemika w punktach, w których się różnimy. 🙂

      • SJ

        Nie, różnica między polo a popoverem przede wszystkim uwidacznia się w konstrukcji kołnierzyka. W polo to jedna warstwa dzianiny, w popoverze – normalny koszulowy kołnierzyk. Mankiety mają tu znaczenie pomijalne (a ich wystawanie to nie żadna żelazna zasada, tylko kolejna moda; istnieją historyczne zdjęcia pokazujące mankiet koszuli równej długości z rękawem marynarki; polecam punkt drugi tego wpisu: http://www.cutterandtailor.com/forum/index.php?showtopic=2542&hl=myths – niestety zdjęcia są niewidoczne, bardzo szkoda, niestety nawet w internecie rzeczy giną).

        Ubiór Kamoshity jest dobry nie dlatego, że fajnie wygląda na tym zdjęciu; jest ciekawą grą subtelnymi odcieniami i fakturami, oraz jest mistrzowsko dopasowany do urody noszącego. Oczywiście mógł znaleźć się na okładce Style Guide Simona Cromptona (https://www.simoncrompton.co.uk/books/) bo ów uznał, że co prawda zestaw cienki, ale fajne foto – ale jakoś nie przypuszczam, żeby Simon miał akurat takie kryteria. Tu zdjęcie w innych warunkach: https://www.instagram.com/p/BHkAEfmBfe5/?taken-by=beyond_fabric – i owszem, fota jest gorsza. A zestaw się broni.

        Andreas zaś lepiej by wyglądał w koszuli według kryteriów, według których lepiej by wyglądał także pod krawatem. Wszak krawat spinający kołnierzyk, stanowiący równowagę dla klap, pionową linię wydłużającą sylwetkę, dodający kolorystycznej przeciwwagi, wygląda dobrze! Ale to kryteria przyjmujące za „dobry wygląd” w zasadzie jedynie półformalny ubiór z marynarką, koszulą i krawatem, ignorując zupełnie, że istnieją inne elementy: gra fakturą, kolorem, dopasowanie do sylwetki i urody noszącego, spójność zestawu i zamierzony efekt, jaki noszący chce osiągnąć, etc.

        Nie uważam też, że jako bloger mam jakąś misję. Nie zamierzam mówić nikomu, jak ma się ubierać, nie chcę naprawiać polskiej ulicy, nie czuję się w obowiązku dbać o estetykę ubioru obcych mi ludzi. Jedyne co chcę (i uważam, że jedyne, co mam prawo) robić, pisząc bloga, to pokazywać możliwości.

        A estetyka to rzecz cholernie mało obiektywna. Ja wiem, że o klasycznej modzie męskiej pisze się tak, jak gdyby istniały rządzące nią niezmienne i obiektywne zasady – ale tak nie jest. Obecna klasyka nie ma nawet stu lat, a rzeczy sprzed pięćdziesięciu będą wyglądać jakby były zrobione, niespodzianka, pięćdziesiąt lat temu. Ponadczasowość ubioru nie istnieje, nawet w konserwatywnym ubiorze widoczne są mody i trendy.

        Natomiast nawet mając na względzie powyższe – to na zdjęciach, to nie jest konserwatywny ubiór. To są ludzie, którzy nie chcą i nie będą się trzymać kurczowo tych reguł, ale którzy będą polegać na własnym wyczuciu stylu. Dla mnie są ciekawsi, bardziej inspirujący i interesujący. Ale nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że to powinno mu się podobać. Bo zwyczajnie nie wierzę, że istnieje jeden słuszny sposób dobrego ubierania się.