Skarpety w najróżniejsze wzory w ciągu kilku ostatnich lat z powodzeniem zawojowały nie tylko świat męskiej elegancji, lecz także mody codziennej. Od ponad dwóch lat sam jestem ich użytkownikiem i przez ten okres dorobiłem się ponad czterdziestu par skarpet. Czy to dużo? Sądzę, że nie. Z pewnością niektórzy z was mają ich o wiele więcej.

fot. The Elegance of… (skarpety Happy Socks)

      Pewnego dnia znudziły mi się moje dotychczasowe skarpety. Wszystkie one były w stonowanej kolorystyce (czerń, granat, grafit). Miałem ich dość.

      Podczas jednej z pierwszych wizyt w sklepie Klasycznebuty.pl natrafiłem na produkty szwedzkiej marki Happy Socks. Na początek zakupiłem dwie pary i… uzależniłem się!  Kolorowe i wzorzyste skarpety nie tylko wpłynęły na odformalizowanie moich stylizacji, ale i pozwoliły na wprowadzenie do nich odrobiny humoru i szerzej, na pokazanie dystansu do siebie samego. Obecnie, prócz wspomnianych Happy Socks, użytkuję kilka par Burlingtonów (dostępne m.in. w Shoepassion) oraz kilka od katowickiej poszetka.com.

fot. The Elegance of… (skarpety Burlington z charakterystycznym „napem”)

      W zestawach, które noszę na co dzień, praktycznie zawsze pojawiają się kolorowe skarpety. Wyjątkiem są uroczyste okazje, gdy zakładam stonowane, oraz upalne dni, gdy rezygnuję z wysokich skarpet na rzecz przewiewnych i niewidocznych stopek lub po prostu gołej stopy. Staram się, by były jak najbardziej zbliżone kolorem lub wzorem do innych elementów garderoby (koszuli, poszetki czy krawata). Z pewnością kierujecie się podobnymi zasadami. Więcej o tym możecie przeczytać u Mr Vintage’a, Szarmanta czy Jana Adamskiego.

fot. The Elegance of… 

      Spotyka mnie przez to sporo zabawnych sytuacji. Na porządku dziennym jest przeszywający wzrok współpasażerów w środkach komunikacji miejskiej oraz ich ciche uwagi. Często pojawiają się również miłe komentarze (znacząca większość) od kolegów i koleżanek w pracy oraz osób trzecich. Było również kilka, które szczególnie zapadły mi w pamięć.

fot. The Elegance of…

     Gdy rok temu jechałem pociągiem podmiejskim, przyglądała mi się jedna z pasażerek.  Wysiadła na tej samej stacji co ja. Okazało się nawet, że mieszka niedaleko mnie. Spotkałem ją godzinę później, wracając z zakupami. Szła wówczas ze swoim nastoletnim synem. Mijając mnie powiedziała do niego: „Widziałeś jego skarpetki?!”. Najwyraźniej Pani wciąż nie mogła się otrząsnąć z szoku, jaki wywołały u niej moje skarpety w zestawie z marynarką i koszulą.

fot. The Elegance of… (skarpety z Poszetka.com)

      O powyższej sytuacji opowiedziałem koledze podczas oczekiwania na pociąg. Siedzieliśmy na ławce znajdującej się na peronie. Prócz naszej dwójki siedział na niej również mężczyzna koło pięćdziesiątki. W trakcie mojej rozmowy z kolegą ów dżentelmen wskazał na moje skarpetki, mówiąc „Ale ma Pan za…aajebiste skarpetki! Skąd są? Z Lidla?”. Zaprzeczyłem i podałem adres sklepu, gdzie mógłby nabyć taką parę. Był z tego powodu bardzo zadowolony i dziękował serdecznie. Jesteście pewnie ciekawi jakie skarpety miałem wówczas na sobie?  Były to zwykłe granatowe skarpety w grochy. Dokładnie ten sam model szwedzkiej marki Happy Socks prezentuje Alan na zdjęciu poniżej.

fot. The Elegance of… (skarpety Happy Socks)

      Zdarza się również, że osoby obserwujące moje skarpety po pewnym okresie przyznają się, że tak bardzo im się one podobały, że same zaczęły nosić tylko takie a nawet  przekonały do ich noszenia swoich partnerów.

fot. The Elegance of… (skarpety Happy Socks)

      

fot. The Elegance of…

       Obecnie panuje niestety przekonanie, że człowiek noszący na co dzień koszule i marynarki (a już nie daj Boże krawat i poszetkę!) jest pozbawiony wyrazu i najpewniej nudny. Warto przełamywać ten stereotyp, urozmaicając nasze zestawy choćby właśnie wesołymi skarpetkami.

       Macie jakieś przygody związane ze skarpetami lub ogólnie z klasyczną elegancją? Podzielcie się nimi!

Autor: Tomek

  • Janek

    Szkoda tylko że Happy Socks mają często bardzo słabe składy, z niską zawartością bawełny i dużym dodatkiem syntetyków. Trochę syntetycznego jeszcze ma sens, ale poniżej 70% bawełny to nic niespotykanego w HS, a użytkowanie odczuwalnie gorsze.

    • Prawdą niestety jest, że Happy Socksy nie są równej jakości. Poszczególne modele i partie mogą się od siebie różnić. Jednak nie spotkałem się do tej pory ze składem poniżej 70 % bawełny. Za to bardzo miło zaskoczyły mnie Burlingtony. Cena niestety wyższa, ale idzie w parze z jakością.