W monumentalnym, przepięknym poznańskim Zamku Cesarskim można było usłyszeć języki wielu narodów z całego świata. Okazją do spotkania tak różnych ludzi stał się – co jest niestety w naszym kraju rzadkością – bal. Bal dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Bal akademicki w stylu międzywojennym. Bal, który uświetnił poznański Zamek Cesarski.

Orkiestra zaczęła – i grali, i grali!
Muzyka płynęła po sali, po sali!
Z paniami panowie powstali, powstali!
Panowie z paniami igrali, igrali!

A w całym pałacu się pali i pali
Krokami tancerzy na sali, na sali!
Wirują obrotne ze stali, ze stali
I ciała, i dusze, a mali, a mali

W tym wielkim pałacu – tam będą igrali
I będą balować, aż wieczór się zwali
Zmęczony.

POZiMUN

Szóstego maja bieżącego roku miałem okazję uczestniczyć w recepcji towarzyszącej POZiMUN-owi, czyli poznańskiemu ćwiczeniowemu szczytowi ONZ. Takie wydarzenia są powszechne w wielu miastach (w Gdańsku MUN – Model United Nations – odbędzie się w Europejskim Centrum Solidarności siódmego października). Rzadko jednak zdarza się, by dziennym konferencjom towarzyszyły wieczorne bale, a już tym bardziej takie, na których obowiązującym dress code’em jest black tie.

fot. Paulina Nawrot

I have received honour to invite…

Organizator, Wojciech Sieniawski, wysyłając zaproszenie, spełnił wszystkie wymogi, jakie nakładała na niego etykieta. Zadbał o nadanie uroczystości odpowiedniego charakteru, umieszczając w zaproszeniu prośbę o potwierdzenie obecności (R.S.V.P. – répondez s’il vous plaît). Wydrukowane zostało ono na sztywnym papierze przy użyciu szablonu, jednak imię i nazwisko zostało już wpisane odręcznie. Umieszczono je w zalakowanej, gładkiej kopercie. Takie wyrafinowane detale świadczą o klasie gospodarzy i dają nadzieję na przyszłość – być może wielkie bale nie znikną całkiem z naszego życia. Szkoda tylko, że zaproszenie napisano po angielsku, a nie po polsku, jednak w pełni tłumaczy ten fakt wielojęzyczność gości.

Zaproszenie otrzymałem bezpośrednio od Wojtka. Nie udało mi się niestety wziąć udziału w obradach, postanowiłem zatem wybrać się do Poznania przynajmniej na recepcję, ponieważ okazja uczestniczenia w takim balu nie zdarza się często. Byłem ciekawy, jak gospodarze zaplanują i zrealizują tak ambitne przedsięwzięcie. I nie zawiodłem się.

Gośćmi byli przede wszystkim uczestnicy POZiMUN-u, pochodzący z wielu krajów świata. Różne języki, które można było usłyszeć, przyczyniły się wydatnie do stworzenia niepowtarzalnej atmosfery międzynarodowości, sprawiając jednocześnie, że poczułem się, jakbym cofnął się w czasie.

Czego się państwo napiją?

fot. Paulina Nawrot

Bardzo przyjemną oprawę stworzyli gospodarze także poprzez alkohol. Na start podano szampana (choć należałoby raczej mówić o winie musującym) przyzwoitej jakości, później zaś siedmiogwiazdkową Metaksę, co może nieco dziwić w przypadku imprezy, na którą zaproszonych zostało ponad siedemdziesiąt osób. Ten wybór zasługuje zdecydowanie na pozytywną ocenę. Gama napojów bezalkoholowych była oczywiście szeroka. Trunkom zaś towarzyszyły słone przekąski.

Tango, milordzie?

fot. Paulina Nawrot

Całą uroczystość uświetnił pokaz tanga. Tancerze zaprezentowali nie lada jaki kunszt, wypełniając wszystkie wymogi stawiane przez ten trudny argentyński taniec. Sam pomysł zorganizowania pokazu tanga jest dosyć nietypowy. Standardowym tańcem obecnym na balach w Polsce i tańczonym przez wszystkich chętnych jest polonez – otwiera on uroczystość. Rzadszym, tradycyjnym jest zaś mazur. Tango utorowało sobie drogę na salony w latach dwudziestych. Dostarczyło sporo przyjemności nam wszystkim, a z pewnością także wykonawcom.

fot. Paulina Nawrot

Gospodarze zapewnili również obecność fotografa (w osobie niezastąpionej Pauliny Nawrot z Nawrot’ Arts). Przewidzieli też osobną przestrzeń na zdjęcia pamiątkowe.

Doprawdy, to nie uchodzi, monsieur…

Nie obyło się, niestety, bez błędów w stroju: koszule bez krytej plisy w połączeniu z muszką, muszki zawiązane na stałe, brak pasów smokingowych, czarne krawaty do czarnych koszul, zbyt długie spodnie czy wszechobecne derby zamiast oksfordów to tylko niektóre niedociągnięcia.

fot. Paulina Nawrot

Najważniejsza w takich sytuacjach jest jednak dobra zabawa, a nie idealny strój. Gdyby nie była to symulacja, a autentyczny bal dyplomatów, takie błędy byłyby nieco istotniejsze (choć trudno wyobrazić sobie, by relacje między państwami popsuły się przez nieprawidłowy strój ambasadorów), jednak nadal pozostałoby to jedynie drobnym faux pas.

… to a reception to be given at Imperial Castle in Poznań…

Jeśli można mówić w ogóle o jakichś błędach organizacyjnych, to zaliczyć do nich trzeba początkowo nieco zbyt głośną, utrudniającą rozmowy muzykę instrumentalną oraz zbyt dużą przestrzeń w stosunku do liczby gości. Są to jednak zarazem plusy i minusy, bowiem zespół grał na wysokim poziomie, a sam zamek jest wspaniałym miejscem, w które warto się wybrać o każdej porze nawet bez powodu.

fot. Paulina Nawrot

Tradycja symulacji szczytów ONZ (a wcześniej Ligi Narodów) jest jeszcze przedwojenna. To doskonałe ćwiczenie dla studentów z całego świata. Połączenie MUN-ów z balami może zaowocować powstaniem wydarzeń jedynych w swoim rodzaju. Miejmy nadzieję, że organizatorzy kolejnych konferencji (w tym gdańskiej) także zadbają o wieczorną rozrywkę w dobrym stylu.

Autor: Witold